: 13 sie 2006, 12:25
Soniu, nie machaj na to ręką!
(A przy okazji pytanko: Wy nie możecie wychodzić? Pewnie gdzieś pisałaś coś więcej, ale teraz nie mam czasu szukać różnych wątków)
Ja sobie tak myślę, że zapraszać ludzi trzeba konkretnie - nie na zasadzie: wpadnijcie "kiedyś", a po prostu na konkretny dzień i godzinę się umówić - wówczas już trudniej się wykręcić. Bo jak się mówi "kiedyś wpadnę", to najczęściej to "kiedyś" bardzo odwleka się w czasie, i nawet wózek niewiele tu zmienia. Wiem, jak ja się umawiam w ten sposób z moimi znajomymi. "Kiedyś" nigdy nie nadchodzi. Ale jeśli kumpela mówi, że w przyszłym tygodniu zaprasza na pierogi ruskie, mam wybrać dzień, no to już wiem, że "muszę" iść i chętnie idę
.
Druga sprawa: część znajomych na pewno odejdzie. Ale znajdą się nowi
. Mój przyjaciel też nie ma zbyt wielu znajomych sprzed wypadku. Zwykle są to jakieś przypadkowe spotkania na ulicy, 5 minut rozmowy i finito. Ale mamy nowych znajomych
. I tu też trzeba było wyciągnąć rękę - zaproponować wyjście do knajpy, zaprosić, albo pojechać na zupełnie nieprawdopodobną (w naszym przypadku) eskapadę. Z reguły, jak ktoś nawet nieśmiało wspomina o jakimś spotkaniu, to staramy się od razu podchwycić i coś zrealizować. Teraz już jest "lepiej" i często nie mamy czasu lub ochoty na spotkania, ale kiedyś rzeczywiście była pustynia wokół nas. Jednak są to sprawy, które można nieco zmienić. Trzeba trochę czasu i zaangażowania. Bo niewątpliwie nie będą Was odwiedzały "wycieczki" tak ni z gruszki, ni z pietruszki.
My teraz już spokojnie chodzimy do knajp, na pizzę, na wystawę czy jakąś imprezę miejską, na grilla - kiedyś we dwójkę, teraz już często jest to cała ekipa. W sumie zaczęło się od spotkań z moimi znajomymi, ale teraz już mamy też znajomych, których wspólnie poznaliśmy. Moi znajomi łatwo się przystosowali, nie przeszkadza im wózek. Poznaliśmy też sporo ON, z którymi się spotykamy - ogólnie rzecz ujmując - grono znajomych się powiększa
. Ale na początku rzeczywiście musieliśmy nad tym pracować dość mocno, no i czasami było przykro, kiedy ktoś miał przyjść, a nie przyszedł... ale z biegiem czasu pojawili się nowi
.
Postarajcie się jakoś zaaranżować spotkania. Raz czy drugi może się nie udać, ale powoli zacznie się wokół was przewijać coraz więcej ludzi
Nie poddawajcie się, bo samemu jest źle :-/. Szybciutko zabierajcie się do działania
. Trzymam kciuki
i cieplutko pozdrawiam 
A jak nie ma z kim, to na razie sami ruszajcie w świat
A może Waszym znajomym łatwiej by było spotkać się w knajpie czy gdzieś - na neutralnym gruncie. Może w ten sposób spróbujcie? To zawsze jakoś swobodniej niż w domu 
(A przy okazji pytanko: Wy nie możecie wychodzić? Pewnie gdzieś pisałaś coś więcej, ale teraz nie mam czasu szukać różnych wątków)
Ja sobie tak myślę, że zapraszać ludzi trzeba konkretnie - nie na zasadzie: wpadnijcie "kiedyś", a po prostu na konkretny dzień i godzinę się umówić - wówczas już trudniej się wykręcić. Bo jak się mówi "kiedyś wpadnę", to najczęściej to "kiedyś" bardzo odwleka się w czasie, i nawet wózek niewiele tu zmienia. Wiem, jak ja się umawiam w ten sposób z moimi znajomymi. "Kiedyś" nigdy nie nadchodzi. Ale jeśli kumpela mówi, że w przyszłym tygodniu zaprasza na pierogi ruskie, mam wybrać dzień, no to już wiem, że "muszę" iść i chętnie idę

Druga sprawa: część znajomych na pewno odejdzie. Ale znajdą się nowi


My teraz już spokojnie chodzimy do knajp, na pizzę, na wystawę czy jakąś imprezę miejską, na grilla - kiedyś we dwójkę, teraz już często jest to cała ekipa. W sumie zaczęło się od spotkań z moimi znajomymi, ale teraz już mamy też znajomych, których wspólnie poznaliśmy. Moi znajomi łatwo się przystosowali, nie przeszkadza im wózek. Poznaliśmy też sporo ON, z którymi się spotykamy - ogólnie rzecz ujmując - grono znajomych się powiększa


Postarajcie się jakoś zaaranżować spotkania. Raz czy drugi może się nie udać, ale powoli zacznie się wokół was przewijać coraz więcej ludzi

Nie poddawajcie się, bo samemu jest źle :-/. Szybciutko zabierajcie się do działania



A jak nie ma z kim, to na razie sami ruszajcie w świat

