witajcie,
ja dachowałam, traf chciał, że pod głową znalazło się leżące na ziemi drzewo i mi ją wgniotło czyli innymi słowy złamanie kompresyjne trzonow kręgoslupa na wysokości c4-c5, obudzilam się do gory nogami, wisiałam zapięta na pasach, niczym nie moglam ruszyc.
żeby nie stracic przytomności zaczęłam na glos się modlic, najpierw o cud, potem, zeby szybko mnie ktos znalazl, a potem, zeby trafic na dobrych lekarzy.
ratowanie troche trwalo, bo trzeba było pociąć samochod-miałam zablokowane drzwi
w pewnym momencie pomyślalam sobie: jejku, już nie mam sily, mogłby mnie ktoś choć poglaskac po glowie... i wtedy poczulam, że ktoś mnie głaszcze po glowie i mowi do mnie: nic się nie martw, jestem llekarzem, będzie dobrze..
wypadek mialam około 10-11tej, z miejsca wypadku zabrali mnie na diagnostykę do Plocka, potem niemal do zmroku czekalam na helikopter, ktorym zabrali mnie do Konstancina, tam karetka, ktora miala mnie zabrac z lądowiska zakopala się w blocie i czekalismy na straz pozarną, zeby nas wyciągnęla, operacja odbyla sie ok 20stej...
minęło już połtora roku, bardzo chcę nauczyć się sama przesiadać z wozka ...
no i znowu zacząć prowadzić auto..
