
Mam w domu paraplegika... tylko, że jest to pies. Aksa jest u mnie od pół roku, zabrałam ją z lecznicy, gdzie po trafiła wypadku i gdzie spisano ją na straty... Miała dwie operacje, jeżdzi na wózku. Na to forum zaczęłam zaglądać szukając informacji- bo nie ma nic na temat opieki nad sparaliżowanym zwierzakiem- musiałam szukać na stronach "ludzkich"... Teraz chcę jednak podzilić się swoimi spostrzeżeniami. Tak naprawdę dopiero życie z Aksą uświadomiło mi wiele problemów osób na wózkach. Przedtem nie zauważałam wysokich krawężników, schodów, samochodów zaparkowanych na chodnikach, stopni w tramwajach... Dzięki niej patrzę na świat inaczej- i to nie tylko w wymiarze fizycznym. Widzę jak bardzo jest szczęśliwa pomimo ograniczeń, ja strasznie chciała żyć nawet kiedy po pierwszej, nieudanej operacji leżała z gorączką, wyłażącym z grzbietu drutem, przypięta pasami, żeby sie ruszała, kłuta zastrzykami... i mimo to okazywała radość!!! To wszystko pomaga mi walczyć z własnymi problemami (od ponad 6 lat choruję na ciężką depresję lekooporną) i uczy swoistej pokory... Nawet jeśli chwilami nie jest łatwo.
