Dobry wieczór

Bardzo ważny temat został ... przywrócony, za co dziękuję

Ja jeszcze nie stoję po żadnej z zainteresowanych stron, tzn. nie mam uszkodzonego rdzenia, nie opiekuje się osobą z URK, nie jestem także nikim ze służby medycznej... ale mocno czuję poruszony tu problem... Kiedyś miałam praktyki na neurochirurgii w szpitalu dziecięcym... Spotkałam tam także Dzieci cierpiące z powodu nowotworów... Oczywiście, Dzieciom nie mówi się prawdy... tylko, ze pewne rzeczy się czuje, albo... usłyszy... Tak się zdarzyło i przez długi czas nikt nie był wstanie pomóc Dziecku w Jego cierpieniu... Pamiętam rozmawialiśmy potem długo o tym na zajęciach: jak rozmawiać o tym, że już nie będzie tak samo, jak pomóc w przezywaniu cierpienia, a także jak rozmawiać o śmierci... ? Myślę, że bardzo ważne jest to, żeby osoba chora lub po wypadku nie była sama... to znaczy miała prawo do samotności, ale także świadomość tego, że jest ktoś, kto przyjdzie po to..., żeby z nią być... Myślę, ze są takie osoby potrzebne w szpitalach, na oddziałach, które nie spieszą się na operację i na dyżury, które nie są dochodzącymi psychologami, którzy pojawiają się tylko na "specjalne" żądanie do anonimowego dla nich pacjenta... (z tego co się orientuje z reguły jest jeden psycholog na kilka oddziałów... (a może na cały szpital?). Ktoś, kto ma czas (obowiązek, ale i pragnienie) poznać pacjenta, po to, aby wiedzieć, jak właściwie POROZMAWIAć z nim o stanie jego zdrowia (oczywiście mając rzetelne informacje od lekarza); będzie kompetentny do tego, aby powiedzieć o rzeczywistych możliwościach, ale nie tylko tych teraz, ale także tych do osiągnięcia, udzieli inf. o różnych formach rehabilitacji, powie prawdę, ze z URK nigdy nic nie wiadomo, bo zmiany mogą nastąpić nawet po kilku latach, tylko trzeba nad sobą i dla siebie pracować (tak jak każdy

), ktoś, kto pomoże także rodzinie... i da nadzieję...
Ja wiem, ze czasami to właśnie członkowie rodziny, albo bliscy przyjaciele są tym wsparciem, ale niestety nie zawsze tak jest...
Przepraszam, ze tak się rozpisałam..., ale czy może Ktoś z Was spotkał się z taką opieką na Oddziale po wypadku, albo podczas rehabilitacji? Czy czuliście taką potrzebę? Czy myślicie, ze jest ona potrzebne?
Przepraszam, że tak wprost pytam ni z gruszki ni z pietruszki, ale... Wasze odpowiedzi będą dla mnie bardzo cenne...
Z góry bardzo dziękuję i pozdrawiam
Elwira