<<<<<<< CURRENT_FILE
======= DIFF_SEP_EXPLAIN
>>>>>>> NEW_FILE
Dobry Ośrodek rehabilitacyjny
Moderator: Moderatorzy
Judytka była w AKSONIE 2 (słownie: dwa) dni.judytaaa pisze:akson :/ tam nawet przesiadać cię nie nauczą bo wszystkich noszą tam robią większe kaleki z ludzi niż są! lipa straszna! bylam i ucieklam bo prawie mi wiazadla zerwali przez to ich rozciaganie na sile :/
Niestety nic samo się nie zrobi, potrzebne jest zaangażowanie chorego (praca i chęć współpracy).
A jeśli chodzi o więzadła to można wiedzieć które konkretnie?
tja... chec wspolpracy i zaangazowanie maszyny i wmawianie sobie ze sie noga cos podnosi.. spastyka + rozciaganie na chama= zgadnij czym!Anonymous pisze:Judytka była w AKSONIE 2 (słownie: dwa) dni.judytaaa pisze:akson :/ tam nawet przesiadać cię nie nauczą bo wszystkich noszą tam robią większe kaleki z ludzi niż są! lipa straszna! bylam i ucieklam bo prawie mi wiazadla zerwali przez to ich rozciaganie na sile :/
Niestety nic samo się nie zrobi, potrzebne jest zaangażowanie chorego (praca i chęć współpracy).
A jeśli chodzi o więzadła to można wiedzieć które konkretnie?
2 dni i o 2 za dużo
pozdrawiam
Hmmm
Witam!!!!
Zaczęłam ten wątek 29 grudnia 2005r. jak mój mąż leżał jeszcze na ojomie. !6 grudnia minie 2 lata od wypadku. No cóż życie pozmieniało się. Nie byłam na stronie tetraplegika od lipca 2006r. To ponad rok.
Mój mąż grasuje od czasu do czasu po tej stronce.
Jeździ na wózku. Życie jest teraz zupełnie inne. Tego się nie da opisać słowami i każdy kogo to wszystko dotyka po urk wie o czym mówię.
W tym roku w lipcu byliśmy na turnusie (bo tego dotyczy główny wątek - rehabilitacji) w Górowie Iławeckim. Tak jak pisałam przed rokiem tam się wybieraliśmy, teraz byliśmy już po raz drugi. Bardzo dobrze się tam czujemy i ja i mąż. Znamy już wszystkie rehabilitantki i kierownika Pana Grzesia i jakoś swojsko już się tam czujemy. W ubiegłym roku leżeliśmy tam 6 tygodni, więc siłą rzeczy wszystkich poznaliśmy. W tym roku byliśmy tylko tydzień. Musieliśmy przerwać turnus bo mój mąż złapał infekcję pęcherza, tak silną, że skończyło się krwiomoczem i szpitalem. Jak jedziemy na turnus to ja wynajmuję sobie tam pokoik, bo jest tam taki malutki hotelik przy szpitalu (40zł/doba z wyżywieniem) i wtedy mąż nie leży na oddziale tylko jesteśmy sobie sami w naszym pokoju, a pielęgniarki z oddziału jak trzeba to pomagają mi co nieco przy mężu, ale nie wiele, tylko w jakichś wyjątkowych sytuacjach, bo dajemy sobie sami radę.
Na szczęście w tym całym nieszczęściu mam wolne całe wakacje i możemy sobie dużo wcześniej taki turnus zarezerwować. Dziewczyny, które tam rehabilitują są naprawdę ok. Nawet teraz utrzymujemy z nimi kontakt i obowiązkowo kartka na święta.
W tym roku mieliśmy szukać jakiegoś innego ośrodka, szukaliśmy różności w internecie, ale ludzie różnie się wypowiadali i uznaliśmy, że jedziemy tam gdzie już nas znają ii gdzie my ludzi znamy i dobrze się czujemy.
Myślę, że gorzej jest tam w Górowie osobom - tetruskom, którzy jadą sami, bez opiekuna i są jeszcze mało samodzielni. Na oddziale nie jest tak jak w hoteliku. Ja od początku jak mąż tylko trafiła na oddział i miał bardzo mało rehabilitacji, wzięłam sprawy w swoje ręce,wynajęłam pokój, pochodziłam za ordynatorem za większą ilością ćwiczeń (bez żadnego przekupstwa i łapówkarstwa) i wtedy było naprawdę fajnie. Zwłaszcza, że byłam całymi dniami przy ćwiczeniach.
Jak dla mnie to 5+ (ale pod warunkiem, że jest opiekun, bo na oddziale różnie....)
A tak poza tym praktycznie codziennie przyjeżdża do nas rehabilitant i ćwiczy z mężem po godzinie czasu. Jak nie ma żadnych wstrętnych infekcji i mąż się dobrze czuje to ćwiczą nawet 6 razy w tygodniu, a jak coś jest to bywa kilka dni przerwy. Za rehabilitację płacimy prywatnie, bo NFZ nie zwraca.
No to się rozpisałam.
Tak jak już napisałam, życie się zmieniło. Nie jest już tak beztroskie, jak kiedyś. Ale nie ma wyjścia. Jakoś trzeba żyć.
Pozdrawiam wszystkich.
Jak by ktoś chciał o coś zapytać, to służę pomocą, a trochę już przeżyliśmy z mężem w ciągu tych dwóch lat.
Zaczęłam ten wątek 29 grudnia 2005r. jak mój mąż leżał jeszcze na ojomie. !6 grudnia minie 2 lata od wypadku. No cóż życie pozmieniało się. Nie byłam na stronie tetraplegika od lipca 2006r. To ponad rok.
Mój mąż grasuje od czasu do czasu po tej stronce.
Jeździ na wózku. Życie jest teraz zupełnie inne. Tego się nie da opisać słowami i każdy kogo to wszystko dotyka po urk wie o czym mówię.
W tym roku w lipcu byliśmy na turnusie (bo tego dotyczy główny wątek - rehabilitacji) w Górowie Iławeckim. Tak jak pisałam przed rokiem tam się wybieraliśmy, teraz byliśmy już po raz drugi. Bardzo dobrze się tam czujemy i ja i mąż. Znamy już wszystkie rehabilitantki i kierownika Pana Grzesia i jakoś swojsko już się tam czujemy. W ubiegłym roku leżeliśmy tam 6 tygodni, więc siłą rzeczy wszystkich poznaliśmy. W tym roku byliśmy tylko tydzień. Musieliśmy przerwać turnus bo mój mąż złapał infekcję pęcherza, tak silną, że skończyło się krwiomoczem i szpitalem. Jak jedziemy na turnus to ja wynajmuję sobie tam pokoik, bo jest tam taki malutki hotelik przy szpitalu (40zł/doba z wyżywieniem) i wtedy mąż nie leży na oddziale tylko jesteśmy sobie sami w naszym pokoju, a pielęgniarki z oddziału jak trzeba to pomagają mi co nieco przy mężu, ale nie wiele, tylko w jakichś wyjątkowych sytuacjach, bo dajemy sobie sami radę.
Na szczęście w tym całym nieszczęściu mam wolne całe wakacje i możemy sobie dużo wcześniej taki turnus zarezerwować. Dziewczyny, które tam rehabilitują są naprawdę ok. Nawet teraz utrzymujemy z nimi kontakt i obowiązkowo kartka na święta.
W tym roku mieliśmy szukać jakiegoś innego ośrodka, szukaliśmy różności w internecie, ale ludzie różnie się wypowiadali i uznaliśmy, że jedziemy tam gdzie już nas znają ii gdzie my ludzi znamy i dobrze się czujemy.
Myślę, że gorzej jest tam w Górowie osobom - tetruskom, którzy jadą sami, bez opiekuna i są jeszcze mało samodzielni. Na oddziale nie jest tak jak w hoteliku. Ja od początku jak mąż tylko trafiła na oddział i miał bardzo mało rehabilitacji, wzięłam sprawy w swoje ręce,wynajęłam pokój, pochodziłam za ordynatorem za większą ilością ćwiczeń (bez żadnego przekupstwa i łapówkarstwa) i wtedy było naprawdę fajnie. Zwłaszcza, że byłam całymi dniami przy ćwiczeniach.
Jak dla mnie to 5+ (ale pod warunkiem, że jest opiekun, bo na oddziale różnie....)
A tak poza tym praktycznie codziennie przyjeżdża do nas rehabilitant i ćwiczy z mężem po godzinie czasu. Jak nie ma żadnych wstrętnych infekcji i mąż się dobrze czuje to ćwiczą nawet 6 razy w tygodniu, a jak coś jest to bywa kilka dni przerwy. Za rehabilitację płacimy prywatnie, bo NFZ nie zwraca.
No to się rozpisałam.
Tak jak już napisałam, życie się zmieniło. Nie jest już tak beztroskie, jak kiedyś. Ale nie ma wyjścia. Jakoś trzeba żyć.
Pozdrawiam wszystkich.
Jak by ktoś chciał o coś zapytać, to służę pomocą, a trochę już przeżyliśmy z mężem w ciągu tych dwóch lat.
?ycie p?ynie dalej...
witaj Judyta
bardzo dobrze ze tak sie rozpisujesz ,ja jestem prawie rowiesnikiem Twojego meza(czas po wypadku)i zalezy mi na opinich tej drugiej polowki:)..czasami sam zapominam ze nie tylko my polamani cierpimy..pozdrawiam serdecznie i zycze wytrwalosci...
Hej, podaj mi swojego maila to przesle ci nr. telefonu to znajomego to sam sie bedziesz kontaktowal i rozmawial... pozdrawiam !Anonymous pisze:Podać, podać, proszę.Anonymous pisze:W Warszawie znajomy (tetraplegik) otworzył zaklad rehabilitacyjny dla URK -jesli ktos wlasnie szuka dobrej rehabilitacji to moge dac namiary.